poniedziałek, 19 lutego 2018

Fritata z kiełbasą i warzywami



Składniki:
- kiełbasa 200g
- duża papryka czerwona 1 szt.
- por 2 szt.
- 2 duże ziemniaki
- jajka 5 szt.
- jogurt typu greckiego 150g
- olej rzepakowy 1,5 łyżki
- sól, pieprz

Przygotowanie:
Kiełbasę kroimy w plasterki, a potem jeszcze na pół. Paprykę kroimy na kawałki, pory w plasterki.
Ziemniaki gotujemy na półtwardo.
Na patelni rozgrzewamy 1,5 łyżki oleju i podsmażamy kiełbasę, następnie dodajemy pora i paprykę. Smażymy wszystko przez kilka minut.
Jajka rozkłócamy i mieszamy z jogurtem, doprawiamy solą i pieprzem. Do powstałej masy dodajemy kiełbasę z warzywami.
Na dnie naczynia żaroodpornego układamy pokrojone w plastry ziemniaki, następnie wylewamy na nie masę jajeczną. Wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy 40 minut aż całość dobrze się zetnie.
Smacznego!

wtorek, 13 lutego 2018

Przeprowadzka tuż tuż...




Już wkrótce czeka nas przeprowadzka. Dzieli nas od niej jedynie umeblowanie naszej nowej sypialni, którą będziemy dzielić z naszym dzieckiem. Jest to o tyle ciężka sprawa, że Mateusz pozostawił mi wolną rękę w wyborze podłogi, koloru ścian i mebli. A, że ja lubię jak wszystko jest dopięte na ostatni guzik trochę jeszcze z tym remontem zejdzie. Na przykład ostatnio, zupełnie przypadkiem natrafiłam na piękne krzesło, które można chyba podciągnąć pod miano antyku. Spodobało mi się tak bardzo, że po powrocie do domu Mateusz był zmuszony zadzwonić do właściciela tego pięknego przedmiotu i negocjować warunki pod jakimi mógłby nam to krzesło oddać. Ku mojej wielkiej radości udało się. Doszło do zamiany. Moja piękna zdobycz czeka właśnie na renowację, której planuję podjąć się sama. Będzie o tym osobny post na blogu.
Jako że jestem z zawodu krawcową wyposażenie typu poduszki, bieżniki i ozdoby uszyłam sama. Wszystko obeszło się bez wielkich kosztów ku naszej radości oczywiście. Jest piękne i dokładnie takie jak sobie wymarzyliśmy. No w końcu w przypadku, kiedy tworzymy coś sami mamy wolną rękę w wyborze tkanin i kolorów.
Najważniejszą jednak sprawą, która do momentu samej przeprowadzki jest pod znakiem zapytania pozostaje zaklimatyzowanie się Nadii w nowym miejscu. Boimy się, że nasz w pełni uporządkowany plan dnia ulegnie zniszczeniu. Jeżeli o to chodzi to nasze dziecko w 100 % wpasowało się w nasze życie, nigdy nie było z nią żadnych problemów. Od początku przesypiała noce, były tylko pobudki na jedzenie, ale nic poza tym, żadnych nocnych harców. Do tej pory wszystko jest zawsze tak samo. O tych samych porach wstaje i kładzie się spać, w tych samych godzinach je i ucina sobie popołudniową drzemkę. Dzięki temu wszystko u nas bardzo dobrze funkcjonuje. I mamy nadzieję, że po przeprowadzce nadal będzie. 14-miesięczne dziecko ciężko jest przygotować na taką zmianę, w końcu nawet nie rozumie słowa ‘przeprowadzka’. Mamy nadzieję, że wystarczy to że będzie z nami i szybko się zaklimatyzuje.
Mateusz od zawsze mieszkał w bloku, ja pochodzę ze wsi, więc jest mi to obce. Mieszkałam w domu z ogrodem. Teraz zastanawiam się jak to będzie, wszystko przecież się zmieni.  Jest to pewnie kwestia przyzwyczajenia, które przyjdzie z czasem, jednak w głowie powstają wciąż nowe pytania. Ale chyba i tak wygrywa świadomość, że jesteśmy razem. Może wcale nie będzie tak trudno. Może Nadia przyzwyczai się szybciej niż nam się wydaje? Może moje obawy też pójdą w niepamięć, kiedy tylko przekroczymy próg nowego mieszkania? Przekonamy się już niebawem…
Macie jakieś doświadczenia w temacie przeprowadzki z małym dzieckiem? Chętnie dowiemy się jak to było u Was.

sobota, 10 lutego 2018

Kulki mocno orzechowe według Positive Family


Składniki:
-20 szt. daktyli
-10 szt. nerkowców
-15 migdałów
-2 łyżki masła orzechowego
-łyżeczka mąki kokosowej
-kakao ciemne

Przygotowanie:
Daktyle moczymy we wrzątku przez 30 min. Następnie blendujemy na gładką masę z odrobiną wody, w której się moczyły (dzięki temu będzie łatwiej je zblendować). Orzechy drobno siekamy. Mieszamy ze zmiksowanymi daktylami i masłem orzechowym, na końcu dodajemy mąkę kokosową. Jeżeli masa będzie zbyt płynna dodajemy więcej mąki. Z masy formujemy małe kuleczki, które następnie obtaczamy w kakao. Wkładamy na 2 godziny do lodówki.
Smacznego!

środa, 7 lutego 2018

Narodziny dziecka... tak niedawno, a jednak tak dawno temu...


MAMA

14 miesięcy temu pojawiła się w naszym życiu mała istotka, naprawdę nie wiem kiedy to zleciało, kiedy stała się taka samodzielna, kiedy tak bardzo się zmieniła... co się stało z tym czasem?
Nauczyłam się żeby łapać każdą chwilę, robić dużo zdjęć, starać się spędzić czas jak najlepiej, bo wszystko co piękne szybko mija. Tak właśnie minął mi rok z życia mojego dziecka, ot tak jak gdyby to był miesiąc. Wszystko działo się tak szybko, tak naprawdę czas zaczął mi uciekać właśnie w chwili kiedy urodziła się Nadia. Wcześniej wszystko działo się pomału, na wszystko był czas, nigdzie i z niczym się nie spieszyłam, ale z chwilą narodzin dziecka świat wywrócił się do góry nogami. A przecież właśnie teraz wszystko powinno zwolnić, żeby móc się nacieszyć, te chwile przecież już nie wrócą...
Kiedy zostałam mamą wszystko się zmieniło. Nigdy nie zapomnę chwili, w której pierwszy raz zobaczyłam Nadię. Ten moment mam przed oczami jak na zawołanie. Nagle oblewa Cię fala miłości, kiedy patrzysz w te maleńkie oczka i choć kochałaś swoje dziecko zanim jeszcze pojawiło się na świecie moment w którym pierwszy raz je widzisz jeszcze bardziej potęguję tą miłość. Potem przychodzi czas kiedy zabierasz swoją małą miłość do domu i jak było w moim przypadku, nie bardzo umiesz się odnaleźć, jednak pomału, instynktownie starasz się działać tak aby to Twojemu dziecku było jak najlepiej. Mimo całego tego zmęczenia po nieprzespanych nocach wiesz, że Twoim celem jest teraz sprawić aby dziecku niczego nie brakowało, jest teraz całym Twoim światem, Twoim szczęściem, z każdym dniem widzisz jak się rozwija, jak zaczyna robić nowe rzeczy, jak staje się coraz bardziej samodzielne. To wszystko dzieje się bardzo szybko.
Oglądając po 4 miesiącach życia Nadii jej pierwsze zdjęcia nie poznawałam własnego dziecka. Może to śmieszne, ale tak bardzo się zmieniła w tak krótkim czasie, że śmiało mogę stwierdzić, że wtedy nie przypominała samej siebie sprzed kilku miesięcy. Na szczęście Mateusz robił Nadii 100 tysięcy zdjęć dziennie i do tego nagrywał po 100 filmików, do których teraz wracam w każdej wolnej chwili. Wiem, że trzeba łapać wszystkie dobre momenty, te złe też, chociaż nie wiedzieć czemu ja szybko o tych złych zapominam. Może to tak właśnie ma być. Zostają tylko te dobre, najpiękniejsze i najszczęśliwsze, kiedy to dziecko zaczyna raczkować, potem stawiać pierwsze kroki, pierwszy raz świadomie obdaruje uśmiechem, nazwie "mamą".



TATA

30.11.2016
Dzień w którym poznałem moje 2720 g szczęścia. Ale wszystko od początku. Stało się, nadszedł dzień narodzin. Kiedy przyjechałem do szpitala ledwo stałem na nogach, byłem kłębkiem nerwów i stresu. W momencie kiedy Wiola pojechała na salę operacyjną, ja myślałem,że ze mną już koniec. Miałem wrażenie, że serce lada chwila wyskoczy mi z klatki piersiowej, było mi słabo ale mimo wszystko nie mogłem ustać w miejscu. Musiałem chodzić, w kółko, w lewo, w prawo, tam i z powrotem. Wydaje mi się że w ten sposób odreagowywałem. W chwili kiedy z sali wyjechał wózeczek, pobiegłem za położną i za kilka chwil miałem już na rękach mojego Skarbka. Płakałem ze szczęścia jak bóbr. Była taka malutka, bezbronna, cudowna. Byłem zachwycony, pewnie jak każdy świeżo upieczony tatuś. Dzisiaj Nadia już nie jest taka malutka i bezbronna, dziś to ja jestem bezbronny kiedy ciągnie mnie za włosy i brodę. Ale mimo wszystko cieszę się z każdej chwili spędzonej z tym bobasem.



A jak Wy przeżyliście pojawienie się na świecie dziecka? Jakie emocje Wam towarzyszyły?

poniedziałek, 5 lutego 2018

Jak to było z powrotem do formy po ciąży?




No cóż, nie było tak kolorowo jak się wydaje. W czasie ciąży dużo czytałam na ten temat, bo wiadomo każdej kobiecie zależy aby po ciąży wyglądać równie dobrze jak przed. W czasie całej ciąży przytyłam 10 kg. Myślałam sobie "Pff to będzie błahostka", przecież czytałam tyle że u niektórych zaraz po porodzie spadało od razu 8 czy nawet 10 kg. Ale niestety, cieszyłam się za wcześnie. To że u niektórych tak właśnie było nie oznaczało, że u mnie również tak będzie. Sama nie wiem czemu wmówiłam sobie, że ze mną będzie tak samo. Wchodząc na wagę trzy dni po porodzie waga pokazała TYLKO 3 kg mniej! Nie dowierzałam. "Ale jak to?! Przecież miało być -10, to niemożliwe!" A jednak, czekało mnie dużo pracy, nie było tak łatwo jak wcześniej mogło się wydawać. Zrzucić nadprogramowe kilogramy to jeszcze nic, ale sprawić,żeby ciało wyglądało tak jak wcześniej, żeby wróciło do dawnej formy, żeby było jędrne i żebym była zadowolona ze swojego wyglądu to już cięższa sprawa. I tak zaczęłam regularnie (od razu) ćwiczyć, testować coraz to nowsze programy treningowe i wchodzić w "fit" świat. Na początku były to tylko treningi Ewy Chodakowskiej, która ogromnie mnie motywowała do dalszej pracy, z czasem zaczęłam wyszukiwać nowe, inne, cięższe, a jeszcze później próbować ćwiczyć sama, w taki sposób jaki lubię, z własnym sprzętem lub bez, bez narzucania jak mam ćwiczyć, robiłam po prostu to co lubię. Po pewnym czasie wkręciłam się do tego stopnia, że w dni kiedy nie ćwiczyłam po prostu mi tego brakowało. Powoli moje ciało zaczęło się zmieniać, a wiadomo, jeśli widzimy efekty to zwyczajnie chcemy więcej.
Zaczęłam wkręcać się w temat zdrowego jedzenia. Powoli, nie zmieniłam wszystkiego od razu. Zresztą do dzisiaj zdarza mi się zjeść coś niezdrowego, pizze, frytki, zwyczajnie, chyba jak każdy człowiek mam dni kiedy mam ochotę "zgrzeszyć". Nie widzę w tym nic złego, nie robię tego często, na co dzień jem z głową więc małe grzeszki od czasu do czasu nie są dla mnie niczym złym.

Wracając do tematu zdrowego jedzenia. Kiedy tak zaczęłam się tym bardziej interesować nawet polubiłam gotować, może dlatego, że nie robiłam tego tylko dla siebie tylko również dla swojej rodziny, no a kiedy moja córeczka również zaczęła jeść  razem z nami wiedziałam, że tak już musi zostać.
I tak stopniowo moje ciało zaczęło przyjmować formę, która zaczęła mnie zatysfakcjonować, a w chwili obecnej jestem z niego bardzo zadowolona. Mogę śmiało przyznać, że wyglądam lepiej niż przed ciążą. Nie ćwiczę już tylko po to aby schudnąć, ale głównie dlatego, że to lubię. Nawet po ciężkim dniu lub kiedy jestem zmęczona idę na trening, to mi pomaga, sprawia, że czuję się lepiej i dodaje sił.
Teraz staram się zarazić tym wszystkim Mateusza, idzie opornie, ale postawiłam to sobie za cel i mam nadzieję, że w końcu mi się uda. No kurcze...nie ma innej opcji ;)

Wszystkim mamom, które nie wiedzą jak wrócić do dawnej sylwetki oraz wszystkim innym, którzy chcą zmienić swoje ciało polecam przede wszystkim przestać się spieszyć i zacząć od małych kroczków, przecież na początek to może być nawet 15 min ćwiczeń dziennie, lepsze to niż nic. Zmiana nawyków żywieniowych też nie przychodzi od razu. Z doświadczenia wiem, że ciężko zrezygnować z jedzenia, do którego byliśmy wcześniej przyzwyczajeni. No bo kurcze, przecież ta czekolada jest taka pyszna, a filmu nie wyobrażam sobie bez słonej przekąski w formie chipsów. Ale uwierzcie mi, da się. Wystarczy zamienić je na ich zdrowsze odpowiedniki.
Pamiętajcie! Nie śpieszcie się ;)

A jak było u Was? A może nadal walczycie? :)

sobota, 3 lutego 2018

Rodzina, miłość, czas wolny, hobby... i dobre jedzenie

Blog powstał po to abyśmy mogli dzielić się naszym życiem i wszystkim co z tym związane.
Jestem Wiola, mój partner ma na imię Mateusz, mamy 14-miesięczną córeczkę, która jest dla nas całym światem. Odkąd pojawiła się na świecie wszystko kręci się wokół niej, a nasze życie przewróciło się do góry nogami.

Jestem aktywną mamą, uwielbiam ruch, zdrowe jedzenie i próbuję zarazić tym samym Mateusza. Po ciąży aby wrócić do dawnej formy zaczęłam regularnie ćwiczyć i zdrowo jeść, właśnie wtedy zakochałam się w sporcie. Właśnie dlatego na blogu nie zabraknie zdrowych przepisów na śniadanie, obiady, kolacje i przekąski.





Postów o tematyce kosmetycznej również nie zabraknie, jak to kobieta uwielbiam testować nowości.

Dokumentacją naszego wolnego czasu zajmuje się Mateusz, który uwielbia robić zdjęcia i robi to praktycznie przez cały czas. Dlatego większość zdjęć pojawiających się na blogu będzie właśnie jego autorstwa.
Każdą wolną chwilę staramy się wykorzystać jak tylko się da. Podróżujemy w ciekawe miejsca, gdzie możemy nacieszyć się swoją obecnością i nie myśleć o obowiązkach.



To właśnie my. Postaramy się zaserwować na blogu dużą dawkę miłości, humoru i pozytywnej energii. Tak po prostu, jak na "Positive Family" przystało ;)